Weekend alfisty

Piątek początek

No i mamy piątek godzina 16:00. Szybko po kilka niezbędnych rzeczy i do domu, znaczy się do mechanika, który sprawdzi czy poprzedni spartaczył robotę mocno czy kompletnie. Pół godziny jazdy urozmaiconej co chwilowym wyskakiwaniem komunikatu SYSTEM FAILURE. W końcu jednak dla auta ulżyło, bo skończył się gaz. Dalsza jazda była na benzynie. I tutaj mniej rozrywki… Faille coś tam już co 3 minuty. Ale, żeby nie było smutno na przemian z ERROR LIGHT i ostrzeżeniem o możliwym oblodzeniu. W końcu po rozrywkowej jeździe docieram do stacji LPG.

Piątek na stacji benzynowej i u mechanika

Tutaj o dziwo wita mnie sam właściciel i zachwyca się schowanym kurkiem gazu zamiast autem. Jednak po chwili rozmowy i zalania machiny do pełna stwierdza, że alfa jest ładna i… że nawet polonezem da się zrobić 400.000 km jak się da. Płacimy i jedziemy dalej. Nie nie… teraz mamy już totalną litanię błędów, FAILUERE i FAILURE. Docieram do mechanika. Tam widać już fajrant, oranżada itp. No, ale tutaj że mam do czynienia z kimś uczciwym, to mówi wprost, że dziś nie ma siły, żebym przyjechał jutro to będzie zrobione jak trzeba. Znając człowieka i wierząc w jego dobre intencje zgadzam się. Ale nie wytrzymuję i opowiadam mu o cudownym wyczynie oponiarza… Ten nie dowierza jak można być tak profesjonalnym i pokazuje, że na maszynie powinna być guma chroniąca felgę przed porysowaniem i o ile się ją ma i śrubę dobrze założy to nie ma szans uszkodzić. Chyba, że na rancie podczas zdejmowania opony albo osoba obsługująca jest dzięciołem nie wulkanizatorem. Po krótkiej gadce i podniesieniu na duchu przez jednego z nielicznych mechaników udaję się do domu…

Błędy Alfy
Szybkie wrzucenie ciuchów… no i na piwko? Hehe dobry żart. Trzeba alfę pod komputer podłączyć. Więc lapa w dłoń kurtkę na grzbiet i do auta. Oczywiście porty się porąbały, kilka nieudanych prób połączenia z autem i jest. Udało się. A tutaj niespodzianka…. Cała litania błędów. Wypadanie po kolei wszystkich zapłonów.. Tragedia, przecież wszystko było wymieniane nie dalej jak 2 miesiące temu.. Błędy Alfa Romeo GTMoże to wina usunięcia kata. Eh… Usunąłem błędy. P tej czynności trzeba się przejechać kawałek… Więc w drogę. Po przejażdżce 2km i powtórnym sprawdzeniu brak wypadania zapłonów… Ale FAILURE mnie nie opuszcza, bo będzie smutno w końcu… Kilka spojrzeń na licznik i stan faktyczny w komputerze, bo w końcu fajnie zobaczyć ile się ma faktycznie przebiegu, a ile na liczniku… No cóż. Trzeba się cieszyć, że Pan handlarz przekręcił licznik tylko o 30.000km. Dobra czas do domu na piwko i meczyk. W końcu polaczki grają… Znowu żart. Arbeit macht frei, a oni sobie pograją i tak bezemnie. I tym sposobem jakimś cudem zrobiła się 3:30… Szybki sen… Bo w końcy trzeba być na 8:00, aby przypilnować kolejki i aby można było stwierdzić czy mam krzywą felgę, ale można kawałek pojechać, czy mam krzywą felgę i nie się jechać. W tym miejscu pytanie. Dlaczego nie mam felgi prostej… Przecież zapłaciłem i zrobiłem wszystko co człowiek zrobić powinien. Może pieniądze były śmierdzące czy jak…

Sobotni poranek alfisty

No i jestem u mechanika. 8:01… no i już bydełko jest. Na szczęście pojawia się Pan Wojtek i bierze się za Alfę. Na początek mała przejażdżka… O dziwo tragedia, bo spodnie w smarze trzeba wytrzeć. No pewnie, że trzeba wytrzeć. Nie ma jeżdżenia z brudem. No, ale to znamy się z tym Panem. A żeby to Pan „Mietek dostał” to by się nie zastanawiał czy z błotem i syfem jest czy nie. Po odbyciu długiej, bo 4 km wycieczki wniosek – coś z kołami jest nie tak.Alfa Romeo GT wymiana koła
Koło na wyważarkę i werdykt. Felga krzywa jak nic. Do tego żadnych śladów po prostowaniu, bo czego można było się spodziewać. Wojtek, jak to dobry człowiek wyważył ją i wkleił kilka ciężarków. Felga z powrotem na auto. A ja w duchu sobie mówię… Pana zamorduję…
Teraz sprawdzamy jeszcze z tyłu koło. Bo jak Pan co mówi na felgę krzywą prosta, mówi, że koło złe to chyba na śmietnik. No tutaj na szczęście nie miałem racji. Opona ma bicie, wyząbkowana, ale pomimo tego ma dość duży zapas bieżnika. Nadaje się do naprawy.
Potem w sferę tematyczną wkroczyło lusterko, które hałasuje i drażni mnie i moją piękną. Wojtek fachowym okiem ocenia – no nie chciało się lusterka mienić no to wkręt… i mówi, że może zrobić ale mam się pojawić z nowym wkładem, bo 70%, że szkło pęknie.
Po dokładniejszych oględzinach okazuje się, że i wkręt jest byle jaki, bo za krótki. A może komuś nie chciało się wiercić w aluminiowej podstawie lusterka.
Na próbę został podłożony papierek, ale kazał się tylko przejechać i wyrzucić, bo lipa. Pomysleć sobie można… Lipa? Nie no jaka lipa… jak ma się Golfa lub starą Betę to jest najlepsze rozwiązanie. Tak więc, zrobiliśmy wszystko co zrobić chciałem na szybko. Czas zapłacić.. ale gdy słyszę, że nie ma za co sobie myślę ile następnym razem zapłacę. Ale z drugiej strony nie na darmo uważam ten warsztat mechaniczny za jeden zniewielu uczciwych.

Chwila wolna posiadacza alfy

W auto i do domu wypić kawę, bo spać się chce. Niestety nie zdążyłem tego dokonać. Bo trzeba wydrukować kody błędów alfy. Bo jak sam nie zrobisz to nie będzie. Tak więc obyło się bez kawy. Teraz wycieczka do gazownika. Bo w kocu się umówiłem i wymiana wtryskiwaczy gazu powinna pomóc. Po 5 kilometrowej trasie zdobionej tradycyjnie serią fajlurów i krótkim ( o ile można nazwać stanie ok 10minut ) postojem na przejeździe kolejowym – oczywiście musieli zamknąć przed nosem – bo w końcu ja jadę – dojechałem.
Jestem. 9:01. Tym razem jestem pierwszy. Brak kolejki. Jupi? Nie, bo i brak gazownika. Po krótkim oczekiwaniu przyjeżdża, ale klient… I rozmawiamy obie. Pan wydaje się nie być jednak klientem, Po 20 minutach przyjeżdża i Pan gazownik. Wchodzę do jego garażu a tam … inne auto. Cóż… oczywiście przyjedź jutro, albo za miesiąc… Ewentualnie poczekaj sobie te 5h, bo jak byliśmy na 9:00 umówieni to koło 15:00 może Cię obsłużę. Na szczęście Pana gazownika znamy na tyle, że przeprosił wprost i powiedział, żebym przyjechał za 2h aż skończy auto. Umówiliśmy się, że zadzwoni do mnie.
Więc droga do domu. No z fajlurem oczywiście. No i mamy 2h…

Ale gdzie jest ta żarówka?

Tym sposobem alfa trafia do garażu i będę sam coś dłubać. Zabieramy się za tą żarówkę… ale która to. Instrukcja, forum internet. O to ta. Wymieniam – bo na szczęście auto zaopatrzone we wszystko co się da. I nic błąd jest dalej. Druga.. błąd jest dalej. I do tego coś burczy pod maskę. Co to jest. Google – tak to silniczek regulacji świateł. Co robić. Znowu google. Dociśnij go pomoże, kup nowy, zezłomuj auto – takie porady znalazłem. Tak więc próba naprawy odkręcenia. Trochę zadrapań na ręce, kurde krew leci ubrudzę samochód. Szybie poszukiwanie plastra i dalej próbujemy. Niestety nic i nic. Włącz światla wyłącz. I nowyb błąd – poziom oleju silnikowego zbyt niski. Ładnie- bierze olej, jeździłem bez oleju i silnik się zatarł. Tylko się powiesić. Wieczne naprawy, awarie, fajlure, mechaniki-psotniki. Skąd wsiąść siłę na to. Chyba czas iść się powiesić. NIE! Walczę dalej. Może to w tą stronę i będzie działać… Kurde znowu krew leci. Plaster.

Telefon od pana wulkanizatora

I tak walczyłem sobie, aż tu nagle dzwoni sobie telefon. Pewnie Pan gazownik. O dziwo nie. Pan wulkanizator, co mi felgę porysował. Informuje, że felga pomalowana gotowa do odbioru. Czyżby wyczuł, że o nim myślę.. źle myślę. Pan dostał informację, że wyprostowana przez niego felga jest krzywa i będę chciał z powrotem zmienić oponę na poprzednią. Nie zrobiło to na nim wrażenia. Tylko krótkie zapraszam.

Porysowana Felga Alfa Romeo GT

O co mu be. Może zadzwoni do mnie następnym razem i zapyta – jeszcze Pan się nie zabił bo naraził mnie na straty bo musiałem felgę malować. Co się nie podoba porysowana felga. W autach grupy WAG nie przeszkadza..
Z takimi przemyśleniami zacząłem szukać rady co zrobić by uratować silniczek regulacji lamp. Bo pracując non stop się spali.Google przysło z pomocą i w wyniku poszukiwań doszedłem do wniosku – odłączyć, a po doprowadzaniu auta do non failute robić dalej. Ale odłączyć… To nie jest proste. Musieli śrubki zrobić w takim miejscu, żeby niczym dało się odkręcić, a wtyczkę, żeby niczym dało się odkręcić.

Telefon od pana gazownika

Telefon. Pan gazownik. No czas w końcu. 11:30. Przyprzątnąc trochę auto. Jedziemy. Tam na szczęście już czekają na mnie. Pan, z którym rano gadałem okazął się pracownikiem/kolegą Pana gazownika. Tutaj szybka gadka co chcę i do roboty. Wymiana idzie bezproblemowo…ale filtr gazu najlepiej zamontować, tam gdzie wygodnie.. tak żeby nie dało się wymienić żarówki nigdy. Po mojej małej sugestii miejsce planowanego zamontowania zmieniło się. Poprosiłem Pana kolegi gazownika o pomoc w wykręceniu silniczka regulacji lampy. Więc szukamy śrubek. Lusterko latarka. On kręci samym bitem, bo nie da się nic innego tam wsadzić ja świecę. A potem zmiana. Po półgodziny udało się odkręcić 1 śrubkę, 2 poluzować. Wkurw total… Ci włosi się makaronu najedli i *uj wie gdzie te śrubki montują. No to będziemy wyjmować reflektor, bo inaczej się nie da. Ale jak go wyjąć? No to zderzak… Krótki zwiad co odkręcać.. Śrubka tu, śrubka tam. No zajrzyjmy pod auto. Po chwili komunikat. Auto bezwypadkowe.. tylko, że fabrycznie ma zderzak na czarne wkręty zamiast nitów. No ze 2 się ostało. Ale siedzi. No i co tu robić. Zdejmiemy, to nie nałożymy… Na szczęście Pan gazownik, jako ten bardziej doświadczony bierze się. Jakiś dziwny klucz i jest. Udało się wykręcić śrubkę. Mamy ten silniczek. Zaciął się i kręci i kręci. Po przekręceniu ślimaka w nim przez chwilę działa. Niestety znowu wariuje – trzeba kupić nowy. Uwaliłem silniczek… tylko dlaczego gwint śrubek do wykręcenia był wcześniej zjeżdżony… Dziwne. Chyba tak fabrycznie…
Po uporaniu się z tym problemem przystępujemy do regulacji instalacji. Pan gazownik podłącza komp. A tu olaboga. Co z tym autem, przelewam. I tylko narzekania. Po chwili coś pozmieniał i chodzi coś. Zapytałem czy mogę podłączyć w międzyczasie swojego lapa przez OBD i zobaczyć co tam słychać odpowiedział, że mogę. Bo w końcu spodziewałem się, że interfejsu do alfy tam nie będzie. W końcu to nie Volkswagen, Mercedes ani BMW. To Alfa.

Strach przed Fajlurami

Po połączeniu z autem znowu widzę wypadający zapłon na szczęście jeden. Pan gazownik też patrzy w mój laptop. Stwierdza, że oś jest nie tak. Zepsute sondy lambda labo przepływomierz. Sprawdzamy odczyty sond lambda. Działają dobrze. Więc coś nie tak z przepływomierzem. Odłączamy. Jak uszkodzony to nie będzie różnicy w wynikach. No i jakieś kilka stówek mniej w portfelu… Na szczęście wykresy zmieniły się… Tak, więc przepływka jest brudna. Taki werdykt jest Pana gazownika. No to niech wyczyści. Nie on nie będzie czyścił. Delikatna część. Nie chce mi popsuć, a potem wciskać kit, że nic się nie stało. Jak chce mogę sam. Po co on mi to mówi, przecież każdy robi tak. Jak się uda to jestem zajebisty, naprawiłem. Się nie uda – Panie tak było ja nic nie zrobiłem. No i też się kasę weźmie, bo ZUSiki trzeba zapłacić.
Teraz w mojej głowie jak czyścić to, aby nie uszkodzić. Gazownik odradza robić to. Chwila namysłu i jest pomysł. Telefon do zaprzyjaźnionego Alfiarza. Pogadali, pogadali, ponarzekali na mechaników. Dowiedziałem się jak to robić, więc do dzieła. Niestety, do rozkręcenia potrzebne sa klucze typu torx z dziurką. Gazownik takich nie ma… a ja mam, ale w domu. Czytelniku zgadnij dlaczego? Bo jak sam nie naprawisz, albo choć nie powiesz co trzeba naprawić i jak to zrobić to 50% szans, że będzie działało w miarę oczekiwań.

Przepływomierz? Nie czyść bo zepsujesz

Tak więc wyjąłem przepływomierz wraz z obudową. Środek do czyszczenia układów dolotowych silnika i sprężone powietrze. Zakładamy. Siedzi. Teraz opaski. Kurde jak je założyć. Kiedyś to były opaski metalowe na śrubkę, a te na jakiś zatrzaski. Eh te makarony. A pan Gazownik z kumplem sobie poszli. Nie mogli chyba patrzeć na te tortury auta… no albo kasę zarabiać. Chce robić niech robi, wypraszać nie będziemy, bo w końcu znajomy klient. Po kilkunastu minutach męczenia się z zatrzaskami założyłem.
W trakcie rozmowy z zaprzyjaźnionym alfiarzem, dowiedziałem się również, o którą żarówkę chodzi z tym fajlurem od świateł. Ot postojówka. Malutka. nie widać jej w ogóle, że jest. Trochę dłubania w reflektorze – mam ją. Dziwna. Ale okej mam taką. W międzyczasie wpada kumpel Pana gazownika, a ja mu pokazuję. Co to za żarówka. Nie widzialnym nigdy takiej.. No bo w końcu nie golf, a włosi się nażerali makaronu i odbiła palma. Żarówka wymieniona i … nie ma fajlura świateł. Teraz trochę walki z zaślepkami i auto złożone. Ale Pana gazownika nie ma. Więc znowu postanawiam sprawdzić czy auto działa okej na benzie. Test przez OBD. Działa.. no działa… ale w duchu sobie mówię, że zaraz będzie jakiś błąd… I nie ma. Od ile można patrzeć. Czas posprzątać burdelki w bagażniku. Posprzątać. W końcu Ordnung muss sein, a Alfa jest z Niemiec. I musi prezentować niemiecką jakość (nie turecką, nie polską).
Po uporaniu się z tym wszystkim nadal nie ma Pana gazownika. Ok nie ma to nie ma. Nie będę tracić czasu. Za komórkę i szukamy, kto naprawi wyząbkowaną oponę. Znalazłem. Dzwonię. Po krótkiej rozmowie umówiony jestem. W poniedziałek oddaje koło we wtorek odbieram…. Może nie zepsują, zrobi się zdjęcia. No i mamy już palny napraw na przyszłość. Nie licząc centralnego zamka, felgi, łożyska, polerki lakieru, silniczka regulacji lamp, otwierania bagażnika… no i litania zaraz się zrobi.

Alfa to nie auto WAG, więc oleju do niej nie znajdziesz byle gdzie

Nadal nie ma Pana gazownika, więc poszukam tego silniczka regulacji pozycji świateł dla Alfy Romeo GT. Allego.. no i nie ma. Tylko 156, 147, GTV… No chyba w GT się nie psują… Wraca Pan gazownik z informacją, że zimno. Nawet dla kota. Mercedes z otwartą maską

Zapowiada wycieczkę, celem regulacji. No to będziemy jechać. Wyjeżdżam z garażu zawracam się, on lapa podłącza przez maskę kabel, przycięty drzwiami pasażera. Jedzimy, szybciej, wolniej, fejlur, szarpnięcie. Szybciej nie chce jechać fejlur, szybciej szybciej fejlur. Szybciej szybciej spalanie 40!. Po 10km jakoś przestały wyskakiwać błędy… Po przejechaniu kolejnych 10 nie wyskoczyła żaden. Wracamy. Czyżby się udało? Jak an długo. Czyżby nie było błędów?
No nadszedł smutny czas zapłaty. Wymiana wtrykiwaczy była dogadana co do ceny. Jednak zabawa z slilniczkiem nie. Ile będzie i dlaczego tak drogo?!
No ile za dzisiaj? Tyle ile się umawialiśmy. Uff. Nie zbankrutuję tym razem. Gadka szmatka, jedziemy do domu. Do domu? Nie na CPN. W końcu trzeba kupić trochę borygo, bo mam mało płynu chłodniczego, no i olej silnukowy ze względu na niski poziom. Valeo VR1 Racing 10W60.. przekoany, że takiego nie będzie ograniczam się do 10W60. Sprawdźmy półki… Nie ma. Do diesla. 10W40, 15W40, 5W50 do diesli, do gazu… Ale 10W60. Nie ma. Eh. Za to borygo bez problemu znalezione. 9PLN zostawiam w kasie i czas wypić tą kawę…

Kawa szkodzi zdrowiu, więc odkurzę auto
Kawę? Auto brudne.. Pomimo powoli zapadającego zmroku trzeba odkurzyć w środku. W końcu wożę nią najdroższą osobę na świecie i w brudzie nie będzie jeździć. Ja tym bardziej. Do tego wiele brudasów w nim jeździło z buciorami. a tam pewnie pach, błoto, bakterie, zarazki, dżuma, aids… Dobra trochę się rozpędziłem. Dywaniki wytrzepać wyrzucić z auta i odkurzamy. Pomimo zimy stulecia (na podwórku 2*C) udało się w miarę szybko uporać. Teraz Alfa do garażu. Manele wszystkie do domu.
Teraz siedzę i piszę te brednie i planuję. Jak jutro jechać w krótką podróż, wrócić, auto do garażu na podnośnik. Zdjąć koło i do bagażnika drugiego auta by usunąć wyząbkowanie. Jak umóić się z Panem od alarmów by założył mi centralny zamek, który niby jest, tylko jakimś cudem auto było w takiej promocji, że dostałem je tylko z jednym kluczykiem. Bez pilota zdalnego sterownia. Może trzeba było dopłacić?

Sobotni wieczór, a może i następny tydzień
Myślę o Panu od porysowanej felgi, czy dobrze mi wymieni oponę i czy znowu jej nie porysuję. O silniczku regulacji poziomu reflektorów, bo w końcu mogę jakiegoś Pana oślepiać jadąc i będzie -500. Ale jak on mnie oślepia to może.
Myślę o tym, kiedy mi fejlur wyskoczy… bo tak bez to jest tak miło, ale za dobrze w życiu nie może być…
Podsumowując życie Alfisty jest bardzo ciekawe i w żadnym wypadku nudne. Jeżeli kupujesz auto od handlarza – zapoznaj się z wszystkimi mechanikami w okolicy, zanim ci je spie**ą, ewentualnie zapisz się na studia mechaniczne i sam naprawiaj.